Planowanie regulacji poczęć
W wyniku zaawansowanego procesu uprzemysłowienia i urbanizacji funkcjonowanie rodziny znacznie się zmieniło. Rozwój coraz większych i coraz doskonalszych środków produkcji odebrał rodzinie jej własny warsztat pracy, a co za tym idzie, własną podstawę utrzymania. Do tej pory mąż i żona pracowali razem na roli, razem wychowywali dzieci, razem przysposabiali je do rodzinnego zawodu. Przemiany społeczne zmusiły najpierw mężczyzn, a potem kobiety, do opuszczenia domu i pójścia do pracy w zakładzie przemysłowym. Odkąd więzi rodzinne słabą. Zmienia się struktura rodziny. W pierwszej fazie przemian mężczyźni wcześnie rano idą do pracy i późno z niej wracają, a kobiety tradycyjnie pozostają w domu. Zostają same bez mężczyzn. Liczne obowiązki domowe, utrzymanie gospodarstwa, wychowanie dzieci coraz bardziej spoczywa tylko na kobietach. W takiej sytuacji kobiety się usamodzielniają, uczą radzić sobie bez mężczyzn, równocześnie zamknięte w opustoszałym domu są umęczone samotną pracą i wychowaniem dzieci1. Niezadowolone z takiego sposobu życia nie chcą utrzymywać istniejącego stanu rzeczy. Coraz częściej idą do pracy poza domem, a równocześnie rezygnują z tardycyjnej roli gospodyni domowej. Zmiana ta pociąga za sobą niemożność rodzenia dużej ilości dzieci, potrzebę ich ograniczenia i tym samym planowania.
Kościół opowiedział się za regulacją poczęć dzieci, ale zgodnym z jego wizją człowieka. Uznał, że można próbować osiągnąć zamierzone skutki, nie poprzez negację człowieczeństwa, ale twórcze wykorzystanie tych możliwości na jakie pozwala człowiekowi jego biologiczna natura. Może on panować nad swoją biologią, ale poprzez moc ducha, charakter i kulturę, łagodzących siłę popędów. Jeżeli małżonkowie nie decydują się na dziecko mogą korzystać z właściwości natury stworzonej przez Pana Boga. Mogą wybrać do współżycia najlepszą dla nich fazę cyklu kobiety. Zależnie od swojej gotowości na poczęcie dziecka.
Ideału miłości małżeńskiej nie moża rozumieć jako gotowości do nieustannego rodzenia dzieci w zależności od możliwości reprodukcyjnych mężczyzny i kobiety. „Myśl katolicka jest często rozumiana błędnie, tak jakby Kościół głosił ideologię maksymalnej płodności, nakłaniając małżonków do przekazywania życia bez rozeznania i jakiegokolwiek planu. Wystarczy jednak uważnie przeczytać wypowiedzi Magisterium, aby stwierdzić, że tak nie jest. W istocie, przekazując życie, rodzice realizują jeden z najważniejszych wymiarów swego powołania: są współpracownikami Boga. Właśnie dlatego zobowiązani są do przyjęcia postawy niezwykle odpowiedzialnej. W podejmowaniu decyzji o tym, czy przekazywać życie lub tego nie czynić, nie powinni ulegać egoizmowi, ani dać się ponieść lekkomyślności, lecz kierować się roztropnością i świadomą wielkodusznością, która potrafi ocenić możliwości i warunki i zadbać przede wszystkim o dobro mającego narodzić się dziecka. A zatem, gdy istnieje powód, aby nie przekazywać życia, wybór taki jest godziwy, a może nawet być obowiązujący”2.
Odłożenie poczęcia z ważnych przyczyn, albo tylko okresowe, albo nawet na czas nieograniczony, może być — jak uczy Kościół — obowiązkiem rodziców. „Jeżeli więc istnieją słuszne powody dla wprowadzenia przerw między kolejnymi urodzeniami dzieci, wynikające bądź z warunków fizycznych czy psychicznych małżonków, bądź z okoliczności zewnętrznych, Kościół naucza, że wolno wówczas małżonkom uwzględniać naturalną cykliczność właściwą funkcjom rozrodczym i podejmować stosunki małżeńskie tylko w okresach niepłodności, regulując w ten sposób ilość poczęć”3.
Najważniejsze kyteria tej decyzji są wymienione w dokumentach Kościoła. Poczęcie dziecka należy planować „uwzględniając zarówno swoje własne dobro, jak i dobro dzieci czy to już urodzonych, czy przewidywanych i rozeznając też warunki czasu oraz sytuacji życiowej tak materialnej, jak i duchowej; a w końcu licząc się z dobrem wspólnoty rodzinnej, społeczeństwa i samego Kościoła. Pogląd ten winni małżonkowie ustalać ostatecznie wobec Boga”4. Zanim podejmie się decyzję trzeba więc przeanalizować aktualne warunki duchowe, psychologiczne, fizyczne, ekonomiczne i społeczne5.
Pojęcie „słuszne powody”6 (odłożenia poczęcia) jest z założenia mało precyzyjne. W dokumentach Kościoła nie ma najmniejszej sugestii co do wymaganej od małżonków ilości dzieci. Kościół nie ingeruje w tę sferę życia, pozostawiając decyzję indywidualnemu rozeznaniu każdej pary małżeńskiej. To zindywidualizowane podejście Kościoła do każdego małżeństwa i rodziny pozwala uznać, że w jednej rodzinie jedno lub dwoje dzieci stanowi maksimum jej możliwości, w innej ośmioro czy dziesięcioro może znaleźć dla siebie odpowiednie warunki wychowawcze, niezbędne dla ich rozwoju7. Nadużyciem jest zarówno wskazywanie małżonkom na konieczność urodzenia przez nich większej ilości dzieci, jak i sugerowanie im, że nie powinni już rodzić więcej. Wszechstronna presja na ograniczenie liczby dzieci rodzi silne lęki i blokady, które źle się odbijają na relacji między małżonkami i powodują niepotrzebne perturbacje w życiu seksualnym.
Zadaniem duszpasterstwa jest towarzyszyć małżonkom na drodze ich życia. Dostarczać im światła: odpowiedniej wiedzy teologicznej, psychologicznej, pedagogicznej, medycznej, itp. po to, aby mogli zobiektywizować i zweryfikować swoje poglądy i odczucia (np. najlepsza rodzina to 2+1) i w konsekwencji podjąć jak najlepszą dla nich decyzję. Zadanie katolickich rodziców, którzy stają przed koniecznością rozeznania, co do ilości swoich dzieci, jest o wiele szersze niż tylko decyzja ich urodzenia. Obejmuje także ich wychowanie aż do czasu kiedy na zawsze odejdą z domu.
1 Por. R. Hittinger, Kobieta wyzwolona z feminizmu, „W drodze” 4(320) 2000, s.4-5.
2 Jan Paweł II, Przemówienie podczas audiencji w Gastel Gandolfo 17 lipca 1994. w: Rodzino co mówisz o sobie?, Kraków 1995, s.415-416.
3 HV nr 16.
4 KDK nr 50.
5 HV nr 10.
6 W katechezach środowych Jana Pawła II istnieje też zdanie o nadużyciach metod naturalnych ze sformułowaniem: „zredukować je poniżej słusznego wymiaru dzietności”, Jan Paweł II, Mężczyzną i niewiastą stworzył ich. Sakrament, s. 125.
7 Por. J. Śledzianowski, Optymalny model dzietności. Aspekt pedagogiczny, w: Jak być szczęśliwym w małżeństwie, Praca Zbiorowa, Kraków 1997, s.172.
|